wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział II

Weszłam do domu zdegustowana i wściekła. Spojrzałam na siebie.
- Cholera jasna! - kurtka... a w zasadzie jego czarny płaszcz, wciąż miałam go na sobie. Oparłam głowę o ścianę i wzniosłam oczy ku niebu. Czemu moje życie zamienia się w jakiś tandetny film? Rozebrałam się i poszłam do kuchni.
Ten dom był taki pusty. Były momenty gdy miałam wrażenie że oszaleję... obezwładniająca cisza. Z drugiej strony wolałam ciszę, nisz nocne chrobotanie w drzwi, które codzień nawiedzało mój dom. Bałam się. Pewnego wieczoru, wyjrzałam okno. Tamtego dnia myślałam że dostanę zawału.
Zeszłam na dół i zapaliłam światło w salonie. Podeszłam do okna, zapomniałam zaciągnąć zasłony. Kiedy chwyciłam za kotarę ktoś się pojawił. To było straszne... Był nienaturalnie blady, jego oczy były otoczone cieniami a źrenice czerwone, twarz miał ubrudzoną czymś czerwonym podejrzewałam że była to krew.
Mężczyzna wyszczerzył się a ja ujrzałam jego białe kły, od tamtej pory nękały mnie conocne koszmary... w których pojawiał się on...
Ściągnęłabym jakichś lokatorów ale... nie chciałam ich w to wszystko mieszać.

Spławiła mnie... cholera płaszcz cóż dziś wracamy bez niego do domu. W połowie drogi przypomniało mi się że zostawiłem w nim moje dokumenty wszystkie... jeśli je znajdzie jestem ugotowany czemu idioto nie zostawiłeś tej cholernej koperty w domu! Puściłem się biegiem. Modliłem się żeby jej nie znalazła.

Tym razem zamiast, stukać długopisem o ławkę, nuciłam wesoło, w przerwach pomiędzy kolejnymi kęsami kanapki z serem. Wcześniej przebrałam się i założyłam czarne leginsy i jakąś starą, dużo za dużą bluzkę.
Weszłam do przedpokoju, z zamiarem zamknięcia drzwi na zamek. Potknęłam się i zahaczyłam niechcący ręką o płaszcz Gabriela, który spadł na podłogę razem ze mną. Coś zabrzęczało i wypadło z kieszeni. Był to wielki pęk kluczy i... mała koperta z wyraźnym imieniem i nazwiskiem chłopaka.
Podniosłam ją z ziemi, papier był rozerwany, postanowiłam wyciągnąć to co tam było i przeczytać...
- Zobaczmy co ukrywasz Gabrielu Blackrose.

Cholera muszę biec i to jak najszybciej, jak na złość zaczął wiać mocniej wiatr na dodatek prosto w oczy. Nie mogłem do tego dopuścić żeby przeczytała to. Inaczej wyda na siebie wyrok śmierci, a tego bym nie chciał nie wiem dlaczego ale coś we mnie mówi że bym bardzo żałował tej decyzji... Nie trudzę się sprawdzaniem czy furtka jest otwarta, przeskakuję przez nią niczym gepard doskakując niemalże do samych drzwi. Z dużą siłą uderzam pięścią drzwi wylewając w nie całą swoją frustrację
- Wiem że tam jesteś ! Otwórz lepiej drzwi zanim sam to zrobię ostrzegam cię ! Teraz nie będę taki miły jak przedtem masz coś co należy do mnie... - Zabrzmiało to jak bym chciał ją zabić lecz czy miałbym jakiś wybór gdyby przeczytała moje dokumenty... Byłem wściekł nie otwierała drzwi, słyszałem jak chodziła po domu ta niepewność mnie dobijała... po raz pierwszy byłem bezradny...

Kiedy usłyszałam walenie do drzwi zadrżałam. A później ten głos i nuta groźby w jego tonie... Nie otwierałam wciąż mając w uszach treść listu który właśnie przeczytałam.
Rzuciłam papierzyska na sofę i ruszyłam zdecydowanym krokiem w stronę drzwi. Przekręciłam zamek i spojrzałam przestraszonym wzrokiem na Gabriela. W jednej chwili wiedziałam. Zrozumiał że przeczytałam. Szepnęłam tylko:
- Ja... ja nie chciałam... - ale było już za późno chłopak wrzasną ze wściekłości i... rozpaczy.

- Dlaczego wszyscy wtykacie nosy w nie swoje sprawy Dlaczego! Więc teraz już wiesz kim jestem i po co tutaj przyjechałem. Tak jesteś bardzo potrzebna naszemu Zakonowi do czego sam nie wiem, a bardzo chciałbym nie to co ci mówiłem nie jest prawdą a nie wybacz jest nie jestem człowiekiem. Zaskoczona skądże bo przeczytałaś te cholerne papiery! Dlaczego!

Milczałam, wpuściłam go tylko do środka i czekałam aż powie mi coś więcej.

- Jestem wynikiem badań genetycznych nie jestem człowiekiem... jeżeli coś sobie myślałaś o mnie to wybacz. Tak naprawdę żyjemy tutaj wszyscy razem z magicznymi istotami od lat. W każdej chwili mogą ciebie zabić a ja siedzę tutaj i tłumaczę ci dlaczego muszę... - nie dokończyłem po prostu zamilkłem po raz kolejny spojrzałem na nią pełen rozpaczy i załamania, niemożność poradzenia sobie z tym problemem kompletnie odebrała mi chęci na cokolwiek nawet na wykonanie mojego zadania...

- Ja przepraszam... - załkałam, w jednej chwili straciłam całą swoją pewność siebie. Zakryłam dłonią usta, a później obiema twarz, na parę sekund. Po czym spojrzałam na jego rozgniewane oblicze – wiem że nie powinnam była. Ale stało się. Naprawdę nie chciałam to samo jakoś tak wyszło... Byłam na ciebie wściekła i... i po prostu przeczytałam.
Zamilkłam a później spytałam ze spuszczoną głową.
- Co się ze mną teraz stanie?

- Zginiesz... - Było mnie stać tylko na tyle w moim głosie było można wyczuć smutek panujący w całym domu niczym jakaś śmiertelna aura zmusiła mnie do mówienia wprost. - Przyjdą po ciebie jak nie moi to oni i będą chcieli cię zabić... ale ja im na to nie pozwolę... - Wstałem i spojrzałem na nią kiedy wyprostowałem się wydała się taka bezbronna przy mnie, w każdej chwili mogłem skręcić jej kark, lecz nie, wolałem zginąć przez nią. - Pakuj się przeprowadzasz się do mnie zabierasz tylko niezbędne rzeczy resztę znajdziesz u mnie lub kupimy ci po drodze. No już dalej na co czekasz chcesz żyć to słuchaj się mnie od tej pory a jeśli chcesz zginąć tak jak twoi rodzice śmiało dopadną ciebie tak samo jak ich...
- To te gnojki zabiły moją rodzinę... Moją mamę i tatę i moją ośmioletnią siostrę – powiedziałam cicho w przestrzeń, tak jakbym analizowała powoli te słowa. Spojrzałam na Gabriela – czemu? Czemu my? Czemu ja?

- Nie my lecz ty masz coś w sobie co jest potrzebne tym złym dokładniej chodzi im o twoją krew nie wiem dlaczego ale jesteś bardzo ważna dla nich, a mój zakon cóż chce cię obronić a przynajmniej chciał, teraz pewnie chcą cię zabić tak samo jak mnie. Musisz coś wiedzieć i zakodować sobie to w głowie: nie jestem człowiekiem, tylko hybrydą jeżeli mam być szczery połączeniem krwi... tyle powinnaś wiedzieć. A teraz pakuj się.

Zrobiłam to co mi kazał, kiedy wychodziliśmy, nagle przygwoździł mnie do ściany. Znowu poczułam ten mroczny zapach. Gabriel spojrzał w moje oczy szepcząc że nie pozwoli by cokolwiek mi się stało. A później pochylił się nad moimi wargami... zbliżał się był coraz bliżej. Cholera jasna, wywinęłam mu się w ostatniej chwili uciekając. Wyszłam za drzwi i obróciłam się na pięcie, chłopak stał tam gdzie wcześniej znowu przekrzywiając głowę w ten komiczny sposób.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele Blackrose... Uważaj, zanim się sparzysz w to niezwykle zimne popołudnie.

------------------------------------------------

Teraz trzeba złapać Gabriela i napisać następny rozdział życzymy wam szczęśliwego nowego roku! ~Kala i Gabriel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz