- Cholera jasna! - kurtka... a w
zasadzie jego czarny płaszcz, wciąż miałam go na sobie. Oparłam
głowę o ścianę i wzniosłam oczy ku niebu. Czemu moje życie
zamienia się w jakiś tandetny film? Rozebrałam się i poszłam do
kuchni.
Ten dom był taki pusty. Były momenty
gdy miałam wrażenie że oszaleję... obezwładniająca cisza. Z
drugiej strony wolałam ciszę, nisz nocne chrobotanie w drzwi, które
codzień nawiedzało mój dom. Bałam się. Pewnego wieczoru,
wyjrzałam okno. Tamtego dnia myślałam że dostanę zawału.
Zeszłam na dół i
zapaliłam światło w salonie. Podeszłam do okna, zapomniałam
zaciągnąć zasłony. Kiedy chwyciłam za kotarę ktoś się
pojawił. To było straszne... Był nienaturalnie blady, jego oczy
były otoczone cieniami a źrenice czerwone, twarz miał ubrudzoną
czymś czerwonym podejrzewałam że była to krew.
Mężczyzna wyszczerzył się a ja
ujrzałam jego białe kły, od tamtej pory nękały mnie conocne
koszmary... w których pojawiał się on...
Ściągnęłabym jakichś lokatorów
ale... nie chciałam ich w to wszystko mieszać.
Spławiła mnie... cholera płaszcz
cóż dziś wracamy bez niego do domu. W połowie drogi przypomniało
mi się że zostawiłem w nim moje dokumenty wszystkie... jeśli je
znajdzie jestem ugotowany czemu idioto nie zostawiłeś tej cholernej
koperty w domu! Puściłem się biegiem. Modliłem się żeby jej nie
znalazła.
Tym razem zamiast, stukać długopisem
o ławkę, nuciłam wesoło, w przerwach pomiędzy kolejnymi kęsami
kanapki z serem. Wcześniej przebrałam się i założyłam czarne
leginsy i jakąś starą, dużo za dużą bluzkę.
Weszłam do przedpokoju, z zamiarem
zamknięcia drzwi na zamek. Potknęłam się i zahaczyłam niechcący
ręką o płaszcz Gabriela, który spadł na podłogę razem ze mną.
Coś zabrzęczało i wypadło z kieszeni. Był to wielki pęk kluczy
i... mała koperta z wyraźnym imieniem i nazwiskiem chłopaka.
Podniosłam ją z ziemi, papier był
rozerwany, postanowiłam wyciągnąć to co tam było i przeczytać...
- Zobaczmy co ukrywasz
Gabrielu Blackrose.
Cholera muszę biec i to jak
najszybciej, jak na złość zaczął wiać mocniej wiatr na dodatek
prosto w oczy. Nie mogłem do tego dopuścić żeby przeczytała to.
Inaczej wyda na siebie wyrok śmierci, a tego bym nie chciał nie
wiem dlaczego ale coś we mnie mówi że bym bardzo żałował tej
decyzji... Nie trudzę się sprawdzaniem czy furtka jest otwarta,
przeskakuję przez nią niczym gepard doskakując niemalże do samych
drzwi. Z dużą siłą uderzam pięścią drzwi wylewając w nie całą
swoją frustrację
- Wiem że tam jesteś !
Otwórz lepiej drzwi zanim sam to zrobię ostrzegam cię ! Teraz nie
będę taki miły jak przedtem masz coś co należy do mnie... -
Zabrzmiało to jak bym chciał ją zabić lecz czy miałbym jakiś
wybór gdyby przeczytała moje dokumenty... Byłem wściekł nie
otwierała drzwi, słyszałem jak chodziła po domu ta niepewność
mnie dobijała... po raz pierwszy byłem bezradny...
Kiedy usłyszałam
walenie do drzwi zadrżałam. A później ten głos i nuta groźby w
jego tonie... Nie otwierałam wciąż mając w uszach treść listu
który właśnie przeczytałam.
Rzuciłam papierzyska na sofę i
ruszyłam zdecydowanym krokiem w stronę drzwi. Przekręciłam zamek
i spojrzałam przestraszonym wzrokiem na Gabriela. W jednej chwili
wiedziałam. Zrozumiał że przeczytałam. Szepnęłam tylko:
- Ja... ja nie
chciałam... - ale było już za późno chłopak wrzasną ze
wściekłości i... rozpaczy.
- Dlaczego wszyscy wtykacie nosy w nie
swoje sprawy Dlaczego! Więc teraz już wiesz kim jestem i po co
tutaj przyjechałem. Tak jesteś bardzo potrzebna naszemu Zakonowi do
czego sam nie wiem, a bardzo chciałbym nie to co ci mówiłem nie
jest prawdą a nie wybacz jest nie jestem człowiekiem. Zaskoczona
skądże bo przeczytałaś te cholerne papiery! Dlaczego!
Milczałam, wpuściłam
go tylko do środka i czekałam aż powie mi coś więcej.
- Jestem wynikiem badań
genetycznych nie jestem człowiekiem... jeżeli coś sobie myślałaś
o mnie to wybacz. Tak naprawdę żyjemy tutaj wszyscy razem z
magicznymi istotami od lat. W każdej chwili mogą ciebie zabić a ja
siedzę tutaj i tłumaczę ci dlaczego muszę... - nie dokończyłem
po prostu zamilkłem po raz kolejny spojrzałem na nią pełen
rozpaczy i załamania, niemożność poradzenia sobie z tym problemem
kompletnie odebrała mi chęci na cokolwiek nawet na wykonanie mojego
zadania...
- Ja przepraszam... - załkałam, w
jednej chwili straciłam całą swoją pewność siebie. Zakryłam
dłonią usta, a później obiema twarz, na parę sekund. Po czym
spojrzałam na jego rozgniewane oblicze – wiem że nie powinnam
była. Ale stało się. Naprawdę nie chciałam to samo jakoś tak
wyszło... Byłam na ciebie wściekła i... i po prostu przeczytałam.
Zamilkłam a później spytałam ze
spuszczoną głową.
- Co się ze mną teraz stanie?
- Zginiesz... - Było mnie stać tylko
na tyle w moim głosie było można wyczuć smutek panujący w całym
domu niczym jakaś śmiertelna aura zmusiła mnie do mówienia
wprost. - Przyjdą po ciebie jak nie moi to oni i będą chcieli cię
zabić... ale ja im na to nie pozwolę... - Wstałem i spojrzałem na
nią kiedy wyprostowałem się wydała się taka bezbronna przy mnie,
w każdej chwili mogłem skręcić jej kark, lecz nie, wolałem
zginąć przez nią. - Pakuj się przeprowadzasz się do mnie
zabierasz tylko niezbędne rzeczy resztę znajdziesz u mnie lub
kupimy ci po drodze. No już dalej na co czekasz chcesz żyć to
słuchaj się mnie od tej pory a jeśli chcesz zginąć tak jak twoi
rodzice śmiało dopadną ciebie tak samo jak ich...
- To te gnojki zabiły moją
rodzinę... Moją mamę i tatę i moją ośmioletnią siostrę –
powiedziałam cicho w przestrzeń, tak jakbym analizowała powoli te
słowa. Spojrzałam na Gabriela – czemu? Czemu my? Czemu ja?
- Nie my lecz ty masz coś w sobie co
jest potrzebne tym złym dokładniej chodzi im o twoją krew nie wiem
dlaczego ale jesteś bardzo ważna dla nich, a mój zakon cóż chce
cię obronić a przynajmniej chciał, teraz pewnie chcą cię zabić
tak samo jak mnie. Musisz coś wiedzieć i zakodować sobie to w
głowie: nie jestem człowiekiem, tylko hybrydą jeżeli mam być
szczery połączeniem krwi... tyle powinnaś wiedzieć. A teraz pakuj
się.
Zrobiłam to co mi
kazał, kiedy wychodziliśmy, nagle przygwoździł mnie do ściany.
Znowu poczułam ten mroczny zapach. Gabriel spojrzał w moje oczy
szepcząc że nie pozwoli by cokolwiek mi się stało. A później
pochylił się nad moimi wargami... zbliżał się był coraz bliżej.
Cholera jasna, wywinęłam mu się w ostatniej chwili uciekając.
Wyszłam za drzwi i obróciłam się na pięcie, chłopak stał tam
gdzie wcześniej znowu przekrzywiając głowę w ten komiczny sposób.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele
Blackrose... Uważaj, zanim się sparzysz w to niezwykle zimne
popołudnie.
------------------------------------------------
Teraz trzeba złapać Gabriela i napisać następny rozdział życzymy wam szczęśliwego nowego roku! ~Kala i Gabriel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz