Usłyszałem głośny huk na piętrze. Nie patrząc na Nikolaja wbiegłem po schodach i minąłem się z Kate. Nic nie mówiąc dziewczyna pobiegła do swojego pokoju. Zdziwiło mnie po raz kolejny jej zachowanie była rozwścieczona nie rozumiałem tych wahań nastroju. Na szczęście nic sobie nie zrobiła, zniszczyła tylko mój stary stolik.... Zamarłem gdy zobaczyłem go roztrzaskanego na małe kawałeczki. Był dla mnie bardzo ważny, dostałem go od starszej kobiety. Dawniej nocowałem u niej przez parę tygodni zanim wprowadziłem się tutaj, pomagałem w zwykłych codziennych pracach z resztą to ona nauczyła mnie gotować. Gdyby nie ona ten dom już dawno obrócił by się w ruinę.
Traktowała mnie jak swojego syna którego nigdy nie miała. Była starą wdową, mieszkała sama, a rodzina zapomniała o niej lub po prostu, nie chciała pamiętać. Nie wiedziałem że była ciężko chora, nic mi nie mówiła, cieszyła się każdym dniem spędzonym ze mną i chwilami poświęconą mi, na wspólnej nauce a ja cieszyłem się że mam do kogo wrócić.
Kiedy dostałem pierwsze zadanie od Zakonu byłem podekscytowany. Dzień przed rozpoczęciem misji przysłano mi list. Zostałem wliczony do spadku jako jej rodzina. Zapisała mi w swój stolik przy którym o wschodzie słońca piliśmy kubek gorącej kawy witając przy tym nadchodzący dzień. Kiedy jeszcze żyła czułem się jak normalny człowiek, który miał wszystko dom, rodzinę... gdy umarła poczułem jak bym stracił kogoś ważnego z swojego życia razem z nią odeszła jakaś cząstka mnie.
Pogrążyłem się we wspomnieniach do których starałem się nie wracać. Niosły ze sobą tylko ból i tęsknotka. Nawet nie zauważyłem jak Nikolaj krzyczał coś do mnie...
- Co się dzieje z tobą chłopie! Przecież to tylko stolik kupisz sobie nowy... A zresztą nie ma co się przejmować tym rupieciem lepiej powiedz mi co ty jej zrobiłeś że wybiegła jak oszalała? Na szczęście nie na dwór tylko do pokoju chyba nie muszę cię uczyć jak się postępuje z kobietami? Wiesz jeśli ty nie chcesz – odchrząknął cicho. - Jeśli nie chcesz się nią opiekować to bardzo chętnie cię wyręczę.
Nie wiedziałem co powiedzieć nie mogłem zebrać myśli a co dopiero złożyć jakieś sensowne zdanie miałem tylko dwie rzeczy w głowie. Swoją przeszłość i Kate... - słodką małą, dziewczynę o niesamowitych zupełnie różnych oczach. Odwróciłem się w stronę przyjaciela zamarł gdy zobaczył w jakim jestem stanie.
Nie potrzebował niczego więcej żadnych słów po prostu wziął mnie na dół i otworzył butelkę Whisky.
- Nigdy nie widziałem żebyś przejął się tak. Mała Kate Ryan cię wykończy... - mruknął i nalał po szklance bursztynowego napoju.
Blado srebrne promienie światła księżyca, wpadały przez okno i prześlizgując się pomiędzy zasłonami padały mi na twarz. Było w nim coś fascynującego... Usłyszałam cichy głos w głowie: Choć do mnie... choć do mnie dziecko - zajęczałam cicho. Serce zaczęło mi walić w piersi jak szalone. Podniosłam się z łóżka i cicho wyszłam z pokoju. Blackrose zniknął gdzieś na górze, razem z Rosjaninem. Usłyszałam śmiech. Nietrudno było się domyślić że piją.
- Chrzanić ich i całą męską płeć – mruknęłam pod nosem i weszłam do przedpokoju. Jeszcze nie zwariowałam na tyle żeby wyjść w pidżamie na zewnątrz. Nogawki bawełnianych, różowych, spodni w słodkie czarno-białe pandy swobodnie opadały na ciepłe czarne, ciężkie i sznurowane buty. Narzuciłam na siebie szybko płaszcz, kilkoma ruchami obwiązałam się szalikiem i wyszłam na dwór. Pełnia... delektowałam się światłem. Wszystko w około było skąpane w bieli. Nie czułam zimna, jedynie rozkoszne ciepło srebrnych promieni na skórze.
Tak jest dziecko choć do mnie, nie bój się już niedługo będziemy razem... - Nagle poczułam gwałtowny skurcz w żołądku. Co się dzieje? Upadłam na kolana. I zaczęłam jęczeć. Ból przemieszczał się szybko najpierw do moich nóg, później do rąk, a na końcu do głowy. Zaczęłam konwulsyjnie się trząść i wrzeszczeć.
Już dobrze, nie bój się wilk cię ocali... - coś zamruczało w moim wnętrzu. Usłyszałam warczenie wokół mnie. Coś było nie tak, i to cholernie nie tak! Stworzenia mnie otoczyły. Poczułam jak ostre zęby zatapiają się w mojej łydce. Wrzasnęłam, a spomiędzy moich krzyków dało się odczytać tylko niewyraźne: „Blackrose”.
Kolejna szklanka... nadal nie mogłem zebrać myśli Nikolaj gadał jak najęty dobry alkohol rozwiązywał mu język. Warto zapamiętać. Jednak go nie słuchałem, byłem odcięty od wszystkiego teraz byłem tylko ja i nikt inny. Jedynie pustka wokół mnie. Zastanawiałem się co może robić Kate, coraz bardziej nurtowało mnie to pytanie nie mogłem przestać o niej myśleć kiedy przypominałem sobie co powiedziałem, gdy spytał mnie o nią Gavrilow. Aż mi się nie dobrze zrobiło... jak mogłem coś takiego powiedzieć o kimś kto wniósł coś nowego, lepszego w moje życie... Tak jak gdyby wcześniej wszystko było pozbawione kolorów, dopiero kiedy zamieszkała tu kilka godzin temu wszystko odżyło. Przyglądając się jej od miesięcy czułem jak miękne, jak się zmieniam.
Nagle poczułem jak przyjaciel chwyta mnie za ramię i patrzy stanowczym wzrokiem. Zobaczyłem jak nieprzytomność z jego oczu które zaszły mgłą przez alkohol nagle się ożywiają. Wyglądał wtedy zupełnie trzeźwo. Nagle zapytał się
- Ale jesteś pewien? W końcu byłeś pierwszy. Chyba nie będziesz miał nic przeciwko skoro.. no wiesz.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć nie słuchałem go szybko przytaknąłem na znak zgody. Pewnie nic ważnego jest kompletnie pijany, w oczach Nikolaja malowało się szczęście. Czknął i przechylił jeszcze raz już pustą szklankę. Wstałem od stołu po kolejną butelkę bo tą już opróżniliśmy. Eh biedny Nikolaj jutro będzie miał potwornego kaca zawsze miał słabą głowę... Kiedy nalewałem następną kolejkę ten wspomniał o dziewczynie i o tym jaka jest śliczniutka. Wstałem jak oparzony rzuciłem w jego stronę butelką i pobiegłem w stronę sypialni...
- Stary.. dokąd biegniesz?!
- Kate! - minęło parę godzin a ona jeszcze się nie pokazała nie słyszałem żeby była u siebie w pokoju. Zbiegłem po schodach i wpadłem do jej pokoju. Serce biło mi jak szalone, kiedy zobaczy zobaczyłem jedynie skotłowaną pościel. Nie wiedziałem gdzie mogła pójść a szczególnie w nocy nie znała okolicy może się zgubić. Choć obok naszego domu, przebiegała mała uliczka i stało na niej kilka latarni, to sto metrów dalej zaczynała się już dzika puszcza, rozciągająca się chen daleko, obejmująca szczyty gór. Nie czekałem na kompana aż wygramoli się zza stołu szybko rzuciłem, że idę jej szukać ma dołączyć do mnie jak będzie tylko w stanie...
Brodząc w śniegu po kolana, starałem się biec tak szybko, jak było to tylko możliwe w ciemnym lesie gdzie jedynie księżyc oświetlał gdzieniegdzie małe polanki jeśli zdołał przedrzeć się przez potężne konary drzew. Ta stara puszcza napawała mnie lękiem kiedy miałem podróżować po niej sam szczególnie w nocy tutaj żadne przygotowanie bojowe nie zagwarantuje bezpieczeństwa musisz liczyć tylko na swoje zmysły i siebie samego. Błądziłem już ponad godzinie po bezkresie drzew nagle usłyszałem wycie... wilkołaki tego jeszcze mi brakowało jeśli ją dopadły... Na ta myśl zamarłem przez chwilę przecież wszyscy polują na nią a ja jej pozwoliłem opuścić mój dom nie mogłem sobie tego wybaczyć pobiegłem czym prędzej w ich stronę nie pamiętam co krzyczałem bylem zbyt przestraszony tym co może się stać...
- Kate ! Kate...! Idę po ciebie słyszysz ! Idę...
- Wilk powinien się obudzić – ktoś powiedział.
- Spokojnie Soeno, księżyc jeszcze nie w zenicie – kobieta warknęła.
- To pijawka, jestem pewna to krew jej cholernego ojca.
- Gdy nadjedzie północ, a dziewczynę dosięgną czyste promienie księżyca, wilk się obudzi, a mała Kate Ryan będzie po naszej stronie. Spójrzcie tylko na nią. Przemiana się już zaczęła.
Jęknęłam cicho, nie byłam w stanie zrozumieć sensu słów. Słyszałam tylko trzy głosy. Trzy zupełnie ludzkie głosy. Wszystko mnie bolało. Skóra paliła, czułam jak raz po raz coś łamie mi kości. Wrzasnęłam ponownie z bólu.
Nie bój się dziecko, to dobry ból. W końcu będziemy razem tak jak być powinno.
- Blackrose! Pomóż mi! - ryknęłam.
- Północ nadchodzi, piętnaście minut bólu. Nie bój się mała Kate, jesteśmy tu z tobą. Twoje stado. Promyczku gwiazdy nie bój się. Jesteśmy tu z tobą i wilk twój jest. - to były radosne śpiewy. Znowu nie potrafiłam ich zrozumieć.
- Nikolaj, błagam! - wrzasnęłam po raz kolejny i znowu osunęłam się bezwładnie w ciemność.
Zabolało kiedy wezwała Nikolaja na pomoc a nie mnie, jednak w mgnieniu ich znalazłem. rzuciłem się na pierwszego wbiłem w jego głowę ostrze uwieszając sie na nim, zaskoczyłem wszystkich mogłem wręcz zobaczyć ich strach w oczach gdy podcinałem gardło kolejnemu... Byłem cały we krwi ciepła posoka spływała mi po twarzy nagła wściekłość ogarnęła moją duszę nie mogłem nad tym zapanować po prostu pozwoliłem ponieść się swojej prawdziwej naturze. Kate leżała na środku ranna nie przytomna podbiegłem do niej by ją chronić... Krzyczałem jak opętany dźgałem raz za razem... Ludzie przemieniali się w wilki i uciekali. Dziwne nie słyszałem nic oprócz ich bicia serc, krwi dudniącej w żyłach ze strachu przede mną... Może to i prawda że nie jestem człowiekiem ale też nie jestem sobą teraz ujawniłem swoje prawdziwe oblicze tak bardzo skrywane przed każdym pod płaszczem, do złudy przypominającego człowieczeństwa, jestem po prostu łowcą... zabiłem ostatniego jego pisk niósł się echem gdy przeciągałem ostrze wzdłuż jego klatki odsłaniając wciąż bijące serce, wszyscy co do jednego morze krwi rozpływało się wokół polany topiąc śnieg, zimne truchła wilków walały się wszędzie a ja jak w transie stałem pośrodku czekając na kolejnego lecz nie przyszedł nie było już nikogo tylko bestia która zasmakowała krwi będę nadal zabijał tych którzy zagrożą mojej rodzinie nie ma już mowy o jakimkolwiek przebaczeniu dla mojej udręczonej duszy... Większość z nich uciekła...
Wypościłem ostrze z ręki pochyliłem się nad dziewczyną sprawdzałem czy jeszcze żyła na szczęście oddychała nigdy nie wybaczyłbym sobie jej śmierci. Bałem się powiedzieć co czuję. Nie . Teraz mogłem ją jedynie tym narazić na niebezpieczeństwo. Zresztą kto chciałby spotykać się z wynikiem eksperymentu naukowego. Wziąłem ją delikatnie na ręce i szedłem w stronę domu. Nagle spomiędzy drzew wyłonił się Nikolaj trzymał w ręku zakrwawiony nóż stanął na przeciw mnie i upadł na śnieg...
- Nikołaj! - podbiegłem do niego był ranny zaatakował go wilkołak jego ramię było rozszarpane ale sprawne trzymał jeszcze w nim broń. Nie chciałem myśleć co może to oznaczać, jeśli zaatakował go alfa...
- Ten bydlak śledził ciebie już od samego domu... zabiłem go gdy ty biegłeś po nią... Błagam, powiedź, że mała Kate żyje...
- Tak, dzięki uratowałeś m... jej życie...
Ciężko było mi to powiedzieć lecz inaczej nie mogłem, musiałem. Wracaliśmy już do domu nikt nie chciał zostawać w tej przeklętej puszczy, rozpaliłem w kominku a Kate ułożyłem w łóżku. Ugryzł ją wilkołak mam nadzieję że przeżyje. Powiedziałem o tym jeszcze Nikołajowi.
Jest silna da na pewno radę zostawiłem ją samą w pokoju uchyliłem tylko drzwi teraz musiałem zająć się tym Gierojem*od siedmiu boleści. Gdy przyszedłem by mu pomoc, ze zdziwieniem stwierdziłem że był dość zaradny. Pozszywał rany i zabandażował rękę był twardy jak zawsze, nic nie mówił gdy wyjmował drzazgę wielkości długopisu z nogi tylko coś mruczał pod nosem.
- Dzięki jeszcze raz za uratowanie tyłka.
- Nie ma sprawy, dziewczynie nic nie jest? Nie darował bym sobie jeśli coś by się jej stało . - Nie nic jej nie jest twarda tak samo jak ty... - Gdy to powiedziałem uśmiechnął się najwidoczniej spodobało mu się to porównanie. Poszedłem do pokoju. Nikołaj powiedział że będzie jej pilnował nie miałem nic przeciwko mnie na pewno i tak by nie chciała widzieć na oczy... Zabrałem się za kończenie rękojeści zabierałem się za nią od dłuższego czasu lecz nigdy nie mogłem spokojnie jej dokończyć taka praca uspokajała mnie lecz teraz nawet i to nie pomagało...
Nie!!! Nie odtrącaj mnie! Jestem twoim wi... - głos nagle umilkł. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza i poderwałam się z łóżka.
- Gdzie ja jestem? - spytałam zdezorientowana. Czyjaś dłoń powstrzymała mnie przed wstaniem.
- Już dobrze malen'kaya.
- Nikolaj? Boże! Twoja ręka! Co się stało?!
- Wilkołaki – odpowiedział i się zamyślił. Spojrzał na mnie i pogładził mnie po policzku – niezłego napędziłaś nam stracha. Nienawidzę tych bestii... Mam nadzieję że to nie był alfa – powiedział i spojrzał na rękę wiszącą na temblaku. Westchnął... - oh, malen'kaya tak bardzo się o ciebie bałem.
Ciężko było mi to powiedzieć lecz inaczej nie mogłem, musiałem. Wracaliśmy już do domu nikt nie chciał zostawać w tej przeklętej puszczy, rozpaliłem w kominku a Kate ułożyłem w łóżku. Ugryzł ją wilkołak mam nadzieję że przeżyje. Powiedziałem o tym jeszcze Nikołajowi.
Jest silna da na pewno radę zostawiłem ją samą w pokoju uchyliłem tylko drzwi teraz musiałem zająć się tym Gierojem*od siedmiu boleści. Gdy przyszedłem by mu pomoc, ze zdziwieniem stwierdziłem że był dość zaradny. Pozszywał rany i zabandażował rękę był twardy jak zawsze, nic nie mówił gdy wyjmował drzazgę wielkości długopisu z nogi tylko coś mruczał pod nosem.
- Dzięki jeszcze raz za uratowanie tyłka.
- Nie ma sprawy, dziewczynie nic nie jest? Nie darował bym sobie jeśli coś by się jej stało . - Nie nic jej nie jest twarda tak samo jak ty... - Gdy to powiedziałem uśmiechnął się najwidoczniej spodobało mu się to porównanie. Poszedłem do pokoju. Nikołaj powiedział że będzie jej pilnował nie miałem nic przeciwko mnie na pewno i tak by nie chciała widzieć na oczy... Zabrałem się za kończenie rękojeści zabierałem się za nią od dłuższego czasu lecz nigdy nie mogłem spokojnie jej dokończyć taka praca uspokajała mnie lecz teraz nawet i to nie pomagało...
Nie!!! Nie odtrącaj mnie! Jestem twoim wi... - głos nagle umilkł. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza i poderwałam się z łóżka.
- Gdzie ja jestem? - spytałam zdezorientowana. Czyjaś dłoń powstrzymała mnie przed wstaniem.
- Już dobrze malen'kaya.
- Nikolaj? Boże! Twoja ręka! Co się stało?!
- Wilkołaki – odpowiedział i się zamyślił. Spojrzał na mnie i pogładził mnie po policzku – niezłego napędziłaś nam stracha. Nienawidzę tych bestii... Mam nadzieję że to nie był alfa – powiedział i spojrzał na rękę wiszącą na temblaku. Westchnął... - oh, malen'kaya tak bardzo się o ciebie bałem.
- Nie znasz mnie... - szepnęłam.
- To prawda, ale wystarczyło jedno twoje spojrzenie i wpadłem w pułapkę bez wyjścia.
- Flirciarz.
Zaśmiał się i czule pogładził mnie po głowie.
- Śliczna i jeszcze ma temperament. Przepadłem.
Przewróciłam oczami. Zadziwiające jak łatwo rozmawiało się z tym Rosjaninem. W przeciwieństwie do Blackrose'a. Może wydawało mi się... a może nie ale miałam wrażenie że przez ułamek sekundy widziałam jego twarz. Był smutny. Poczułam ukłucie żalu. Cholera on mnie nawet nie lubił! Wypchnęłam Gabriela z myśli i ponownie spojrzałam na Nikolaja. Kiedy miał wychodzić złapałam go za zdrową rękę, przyciągnęłam i pocałowałam w policzek.
- Dziękuje.
- To prawda, ale wystarczyło jedno twoje spojrzenie i wpadłem w pułapkę bez wyjścia.
- Flirciarz.
Zaśmiał się i czule pogładził mnie po głowie.
- Śliczna i jeszcze ma temperament. Przepadłem.
Przewróciłam oczami. Zadziwiające jak łatwo rozmawiało się z tym Rosjaninem. W przeciwieństwie do Blackrose'a. Może wydawało mi się... a może nie ale miałam wrażenie że przez ułamek sekundy widziałam jego twarz. Był smutny. Poczułam ukłucie żalu. Cholera on mnie nawet nie lubił! Wypchnęłam Gabriela z myśli i ponownie spojrzałam na Nikolaja. Kiedy miał wychodzić złapałam go za zdrową rękę, przyciągnęłam i pocałowałam w policzek.
- Dziękuje.
_______________________________________
*Gieroj - rosyjski bohater
________________________________________
Mam nadzieję że fani Kate wybaczą mi że tak mało dodaję z jej perspektywy. Jakoś strasznie mnie pochłonęło poprawienie i dopisywanie Gabriela ;D Oczywiście nasz Gab pisze dużo więcej ode mnie. Obiecuję się poprawić. Postaramy się dodać nową notkę jak najszybciej, i będzie dużo więcej Kate! Obiecuję ;* ~Kala