Kolejne dni mijały... znośnie. Kate nabierała coraz więcej sił, Nikolaj zadomowił się u nas na dobre, a ja... Cóż siedziałem sam zamknięty w swojej wieży nie odzywając się do nikogo. Czasami słyszałem przytłumiony śmiech z dołu. Delikatny i melodyjny głos Kate wypełniał cały dom, który od czasu jej przyjazdu zyskał nowe życie. Dziewczyna poruszała się już po nim bez żadnych oporów. Nie potrafiłem sobie wyrazić jak to możliwe, że to miejsce pozostawało tak długo puste. Jedyną barierą kontrastującą z wysprzątanymi i przytulnymi wnętrzami była moja wieża. Enklawa do której nie miała odwagi przyjść. Coraz więcej czasu poświęcałem ćwiczeniom, zamiast spróbować polepszyć, i tak już skomplikowane relacje z moimi lokatorami. Ostatnimi czasy nie rozmawiałem z nimi nawet podczas wspólnych posiłków. Czułem jak oddalam się od nich lecz nic nie mogłem poradzić taka była cena za bezpieczeństwo Kate. Od ostatniej potyczki z wilkami nie pokazały się już w tej okolicy. W sumie to nawet dobrze przyjemniej nie musiałem być czujny na każdym kroku, gdy opuszczałem dom. Coraz częściej powracałem wspomnieniami do chwili gdy wyrzekłem się moich uczuć, a teraz już wszystko przepadło. Pozostało mi tylko czekać i nic więcej...
Wciąż się zastanawiałam jak to możliwe że miałam złamane trzy kości w prawej nodze, oprócz tego byłam cała posiniaczona i poraniona. Nie pozwoliłam się opatrzyć Nikolajowi, kazałam mu się zabrać do szpitala, ze względu na nogę. Od tamtego czasu minęło już kilka dni, ale paskudne zadrapania i rany wciąż się jątrzyły i nie chciały zacząć goić. Blackrose przesiadywał godzinami w swojej małej wieżyczce odgradzając się od nas coraz bardziej...
Wstałem przed świtem nie chciałem nikogo obudzić lecz Nikolaj już nie spal. Krzątał się po domu zbierając swoje ubrania, skinąłem głową żeby się przywitać. W milczeniu zajęliśmy własnymi obowiązkami on pilnował dziewczyny, a ja gotowałem... Pomyślałem że przygotuję dla niej ciasto chociaż jakoś wynagrodzę jej te nieszczęścia i przynajmniej umilę dzień. Odciąłem się od świata przygotowując ten słodką niespodziankę. Gotowanie w jakimś stopniu pozwalało mi zapomnieć kim jestem może dlatego, że to jedyna rzecz która kojarzy mi się z miłymi wspomnieniami... Nawet się nie obejrzałem, a trzypiętrowy tort był gotowy, różyczki z truskawkowej masy pięknie się komponowały z wielkim czekoladowym kwiatem na samym środku. Zapach czerwonego wina unosił się wokół może trochę przesadziłem z nasączeniem biszkoptu ale cóż mam nadzieję że będzie jej smakował. Nikołaj poczuj już zapach alkoholu przyszedł za nim aż do kuchni lecz zdążyłem schować już tort czekałem tylko aż obudzi się moja księżniczka... Ciężko było mi się pogodzić z tym że ona mnie nienawidzi lecz co mogłem zrobić... Byłem tylko ochroniarzem, a nie przyjacielem jak Nikolaj. Wziąłem mój drugi prezent do ręki był to dość spory nóż piękna rzeźbiona rękojeść z kości słoniowej była biała jak śnieg wypalone na niej motywy krzewu róży pięknie się komponowały z głownią zakończona kwiatem róży ze srebra, wokół osłony na dłoń wiły się ciernie oplatające ją aż do końca broni. Wzdłuż ostrza do samego czubka była dalsza część kwiatu kończąc się pięknymi liśćmi wygrawerowanymi na srebrnej tafli metalu nadając mu piękny wygląd zarówno jak rękojeści i ostrzu co do ostrza to był wyryty na nim napis. Mój wiersz dla niej... Ta droga zabawka miała być dla mnie lecz postanowiłem ofiarować ją komuś innemu komuś co przyda się bardziej niż mi...
* * *
- Już prawie ją mieliśmy! - wykrzyknęła niska kobieta o kasztanowych długich lokach i cisnęła swoim rozmówcą o ścianę. -
- Soleo! Uspokój się! Wiem że chcesz mieć tę małą obok siebie, ale na miłość boską zostaw Evana w spokoju!
- Ty nic nie rozumiesz! Ona jest córką mojej biednej siostry, którą omamiła to cholerna pijawka!
- Kiedy wreszcie otworzysz oczy! Elissa zrobiła to dobrowolnie! Kochała to Coś! - kobieta warknęła cicho i przygotowała się by posłać kolejnego mężczyznę prosto na ścianę.
- Soleo ukochana, proszę...
* * *
Obudziłam się dysząc. Natychmiast próbując wstać ale jęknęłam kiedy tylko spróbowałam, zachwiałam się i padłam z powrotem na łóżko. Spojrzałam w dół, i nieco na usztywnioną nogę i wyżej na wielki bandaż, zobaczyłam przesączającą się przez nie krew, trzeb będzie zmienić na nowy... Spróbowałam jeszcze raz wstać tym razem wolniej. Przebrałam się i umyłam. Kiedy wyszła z pokoju powoli kuśtykając zobaczyła, Gabriela krzątającego się w kuchni. Okej ponawiam pytanie. Czy facet w kuchni musi wyglądać tak cholernie seksownie?! Westchnęłam cicho. No dobra, Kate wyłaź z cienia, w końcu to też twój dom. Udało mi się przejść kilka kolejnych kroków, dopóki mogłam się trzymać mebli... Później stałam i gapiłam się na martwą wysepkę którą była duża kremowa sofa na środku salonu. Raz kozie śmierć.
- Cześć Blackrose – powiedziałam. Mężczyzna wytrzeszczył oczy kiedy mnie zobaczył.
Byłem zaskoczony widząc ją w salonie tym bardziej powinna odpoczywać już miałem ją upomnieć że ma wracać do łóżka gdy przypomniałem sobie rozmowę z Nikolajem postanowiłem więc że będę dla niej miły i ustępował jej we wszystkim jak służący chociaż tyle mogę jej pomoc...
- Cześć Kate, jak się czujesz jak widzę noga aż tak nie doskwiera, pomoc ci w czymś ? Może głodna jesteś Nikolaj powinien niedługo wrócić ucieszy się na twój widok na pewno ty też gdy go zobaczysz długo się nie widzieliście...
Zachowałem się jak totalny debil cóż może i nim jestem i zasługuję na to tak czy owak zająłem się sprzątaniem kuchni ukradkiem obserwując gramolącą się na sofie dziewczynę. Wyglądała tak niewinnie i uroczo gdy próbowała ułożyć nogę wygodnie na poduszkach nie mogłem nacieszyć się tym widokiem w końcu jest tutaj i razem mieszkamy jak normalni ludzie z dala od nieszczęścia. Nie wiem jak długo mogła trwać ta bajka ale starałem cieszyć się każdą chwilą spędzoną wraz z moją księżniczką... Eh... podszedłem do mojej niezdarnej pacjentki i delikatnie ułożyłem poduszki pod jej nogami obejrzałem rany na nodze i wymieniłem opatrunki gdy złapałem ją za nogę poczułem jak przestraszyła się mojego dotyku dziwne, mam nadzieję że to strach przed bólem a nie przed mną. Poczułem się dziwnie gdy musiałem zajmować się kimś innym niż samym sobą nagle miałem jakieś obowiązki inne niż zawsze musiałem starać się jeszcze bardziej o to czego nie miałem. Wspomnienia z przeszłości wracają gdy zmieniałem banderze i zobaczyłem na nich krew przez chwilę myślałem że znów tam jestem szybko się ocknąłem ważniejsza była teraz ona nie oni…
Nie odpowiedziałam, mu po dłuższej chwili udało mi się wgramolić na kanapę. Spróbowałam ułożyć, poduszki pod nogą. Nie wiedziałam dlaczego ale Gabriel podszedł zrobił to za mnie chwilę później przyniósł apteczkę i zabrał się do zmienienia bandaży. Kiedy poczułam jego dotyk na skórze zadrżałam, nie wiem czemu. Może się bałam? - nie to nie był strach, patrzyłam w te niebieskie oczy i wiedziałam że nie zrobiłby mi krzywdy. A może po prosty chciałam widzieć to w co wierzyłam.
- Gabrielu? - wyszeptałam... spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem – wiem... wiem że mnie nie lubisz. Ale dziękuję. Dziękuję że mnie uratowałeś – poczułam łzy napływające mi do oczu. - Gdyby nie ty, nie ty i nie Niko, już pewnie bym nie żyła.
Po raz kolejny zaskoczyła mnie tego ranka nie wiedziałem że odważy się na takie wyznanie w moim kierunku zawsze była stanowcza i zamknięta w sobie nigdy nie pozwalała na takie sceny... - Dobrze już spokojnie, nic ci się nie stanie.
Chwyciłem ją za dłoń a drugą ręką pogładziłem po włosach. Nie myślałem że będzie pamiętać wydarzenia z lasu najwyraźniej nie było z nią aż tak źle.
- Nie musisz nam dziękować dla mnie to obowiązek, złożyłem tobie przysięgę gdy spotkaliśmy się u ciebie w domu pamiętasz? " Będę cię chronił choćbym miał za to zapłacić najwyższa cenę..." - na chwilę zamilkłem nie wiedziałem co powiedzieć po raz kolejny poczułem się nieswojo przy niej. Usiadłem obok na podłodze i przypomniało mi się że tort czeka w lodówce pomyślałem że to odpowiednia chwilą na mała słodycz na polepszenie humoru.
- Mam coś dla ciebie, zrób mi ta przyjemność i zamknij, siedziałem nad tym cały ranek...
Cieszyła mnie ta rozmowa poczułem się szczęśliwy wyjmując tort z lodówki i śpiewając sto lat zaskoczonej Kate, kolejny dzień warty zapamiętania...
- Nie myśl sobie że będzie się bez prezentu tort to tylko poczęstunek głównym gwoździem programu jest to... - Wyjąłem za pleców piękny nóż który tak bardzo odzwierciedla moje uczucie do niej miałem nadzieję że wszystko się jej spodoba...
- Gabriel! Boże! On, on jest piękny - rzuciłam mu się na szyję. Wszystko to co było, fakt że mnie nie lubił miałam w nosie. Chłopak nie wiedział co zrobić więc objął mnie. Czułam jego zakłopotanie. Spojrzałam na sztylet wygrawerowano na nim słowa przysięgi, poczułam jak łza spływa mi po policzku.
- Dziękuję. Jest, niesamowity - chciałam go pocałować w policzek ale znowu spróbował swoich sztuczek i przekręcił głowę. I wtedy zaczęło się piekło, a w zasadzie niebo. Utonęłam w namiętnym pocałunku Blackrosa
Coś się we mnie przełamało odważyłem się okazać to co czułem. Po raz pierwszy kierowałem się uczuciami które tak mocno tłumiłem w sobie. Nie pamiętam co potem robiłem byłem zbyt zajęty nadrabianiem zaległości w byciu człowiekiem. Przysiadłem na fotelu po drugiej stronie rozpaliłem ogień w kominku rozsiadłem się wygodnie i nawet nie wiem kiedy zacząłem nucić melodie kołysanki która z niewiadomych przyczyn towarzyszyła mi od zawsze.
Był sobie król, był sobie paź,
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
- Czy ty naprawdę go kochasz?! - w końcu wyrzuciłem z siebie słow a które, zabijały mnie przez kolejne dni siedzenia i słuchania radosneg głosu Kate. Patrzenia na wszystkie niewinne gesty jakie Kate okazywała Nikolajowi.
- O czym ty do cholery mówisz? I dlaczego to zrobiłeś - mimowolnie poczułam jak ręce zaciskają mi się w pięści. Było cudownie. Nie powinno być tak cudownie. Gabriel stał i gapił się w ogień - spójrz na mnie chociaż jak do ciebie mówię! - krzyknęłam i wstałam. Auć, zachwiałam się ale zacisnęłam zęby i pokuśtykałam w jego stronę.
- O czym mówię ? O tobie i Niko a o czym innym jak nie o tym ! - Nagle urok tej chwili prysł jak mydlana bańka.
- Jesteś zazdrosny - szepnęłam i parsknęłam śmiechem. - Kto by pomyślał że Gabriel Blackrose będzie zazdrosny o swojego własneo przyjaciela – warzyłam słowa uśmiechając się pod nosem.
- Dzięki za politowanie nad mną... - zmieniłem ton na spokojniejszy i cichszy - Ja... Ja byłem zazdrosny cały czas gdy on przyjechał bałem się rozumiesz bałem się że cię stracę dlatego nie przeszkadzałem wam.. Po raz pierwszy od wielu dni ktoś wniósł światło nadzieję do mojego życia że może jednak mylili się co do mnie. Może jednak nie jestem potworem wybrykiem natury tylko człowiekiem który ma uczucia, ale myliłem się co do mnie najlepiej jeśli znów usunę się tobie z drogi...
- Blackrose, cholera zaczekaj - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam. O mało co się nie przewróciłam. Głupia noga. - To prawda? Naprawdę... naprawdę ci na mnie zależy? - skinął głową a ja nie miałam więcej pytań. Pociągnęłam go za koszulkę zmuszając żeby się schylił i pocałowałam. Delikatnie i namiętnie. Usłyszałam trzask drzwi.
- Dokończymy kiedy indziej - szepnęłam.
- Nie, dokończymy teraz moja słodka. - powiedziałem i przyciągnąłem ją bliżej. Do środka wszedł Nikolaj. Odchrząknął teatralnie i spojrzał prosto na mnie.
- Nie przeszkadzam? - spytał złowrogo.
- Odrobinę - szepnąłem.
- Musimy porozmawiać, Blackrose już.
- Odczep się Nikolaj.
- Nie, nie chciałem tego mówić przy niej - wskazał na Kate.
- O co tu chodzi - spytałam zaniepokojona, ale Niko już podjął dalszą część przemowy.
- Jak śmiesz, w ogóle jej dotykać? Miałeś ją chronić dałeś mi zielone światło, ty cholerny oszuście! Mówiłaś że nic was nie łączy! - syknął. - Jak śmiesz dotykać dziewczyny której pozbawiłeś rodziny?! Zabiłeś ich z zimną krwią! Ty nie masz uczuć jesteś bestią, maszyną do zabijania! I byłeś moim przyjacielem. Teraz widzę jak bardzo się pomyliłem.
Patrzyłem na Kate ze smutkiem w oczach... Widziałem jak się odsuwa, i jak cofając się przewraca o stolik stojący za nią Chciałem pomóc jej wstać ale.... nie pozwoliła mi
- To prawda? To ty ich zabiłeś? Jak mogłeś? Ufałam ci! Ufałam! - poczułam jak łzy spływają mi po policzkach, chciałam czymś w niego rzucić. Ale zamiast tego powiedziałam tylko:
- Nienawidzę cię! Nienawidzę! To był błąd, że ci zaufałam, zapomnij o jakiejkolwiek obietnicy chronienia mnie. Wyjeżdżam.
- Nikołaj chyba nie muszę przypominać tobie co ta bestia robi z takimi jak ty! Chyba zapomniałeś kto komu służy...
- Nie, nie zapomniałem Sierżancie, dobrze pamiętam co zrobiłeś z reszta naszego oddziału... Wysłałeś ich na śmierć wszystkich! Co do jednego! Bóg jeden wie czemu mnie oszczędziłeś. Widzisz Kate z kim mieszkasz pod jednym dachem? Mordercą i jakimś potworem stworzonym w probówce ty nie powinieneś w ogóle żyć...
Podeszłam do Gabriela, łzy płynęły mi strumieniami po policzkach. Podniosłam rękę żeby go spoliczkować, ale nie dałam rady.
- Nie jesteś tego wart. Nie jesteś wart tych łez. Ty cholerny potworze. Zabiłeś moją rodzinę i bezczelnie mnie pocieszałeś. Nienawidzę cie! Nie powinieneś istnieć Niko ma racje - odwróciłam się na pięcie i tak szybko jak było to możliwe poszłam do pokoju, po swoje rzeczy. Wszystko wrzuciłam do torby, a w ciągu następnych piętnastu minut ja i Niko znaleźliśmy się na zewnątrz, zatrzaskując za sobą drzwi. Kiedy odchodziłam usłyszałam krzyk, Blackrosa.
Byłem wściekły na siebie dlaczego tego jej wcześniej nie powiedziałem, a Niko zachował się tak jak powinienem postępował według zasad kodeksu. Poszedłem na górę trzymając nerwy na wodzy moją ofiarą frustracji był worek treningowy. Cios za ciosem przypominały mi się koszmary minionych lat czułem jak serce pompuje zaciekle krew do mózgu. Przenikliwy pisk w głowie zwalił mnie z nóg jedyne na co pozwoliłem sobie to krzyk bezradności...
- Kurwa! Czemu musiałem wszystko tak spieprzyć?
Genialne !!!!!!!
OdpowiedzUsuńMacie bardzo ciekawy pomysł .
Kiedy następny rozdział ? Historia się rozkręca i jestem ciekawa co będzie dalej , rzadko trafia się na tak wciągający tekst .
OdpowiedzUsuńWszystko sprowadza się do jednego cyborgognoma z próbówki którego mam ochotę ukatrupić - współautora tego bloga, otóż ten cyborg (nie pytaj sie czemu cyborg długa historia) znalazł pracę, i nie chce się do mnie w ogóle odezwać! NIc ani nie zadzwoni, anie nie puści esemesa, nic tylko go zabić... eh... sama pewnie coś będę musiała napisać :/ ~Kala
UsuńPs. Dzięki za koma! :)