Siedziałam w szkolnej ławce,
wystukując energicznie jakąś melodie która utkwiła mi w pamięci.
Rozejrzałam się po klasie. Gruba i stara jak świat pani Keyn (jaka
oryginalność) siedziała na biurku. Cudem się pod nią nie
zawaliło. Keyn miała z osiemdziesiąt lat i uczyła historii. Nic
bardziej jej nie fascynowało jak opowiadanie, tym swoim sennym i
monotonnym głosem, o dziejach naszego kraju. Lubiłam historie do
puki nie natrafiłam na nią. To była nienawiść od pierwszego
spojrzenia.
- Czy była by pani tak uprzejma panno
Ryan i zechciała pani odłożyć ten długopis? - tak, tak naprawdę
miałam na nazwisko Ryan. A konkretnie nazywałam się Kate Ryan.
Świetnie imię i jeszcze lepsze nazwisko... jak dla i tak
wystarczającego dziwaka. Od kat tylko pamiętałam nazwano mnie
dziwadłem, wytykano palcami. To wszystko z powodu moich oczu. Prawe
było brązowe a lewe... szaro niebieskie z wielką kreską brązu
otaczającą źrenicę.
Siedziałem z tyłu środku sali i
spoglądałem na nią zza gęstej ściany moich włosów,
nauczycielka znowu się jej uczepiła... Czekałem aż Kate, znowu
zacznie się z nią kłócić. Zastanawiałem się co mnie bardziej
interesowało ona i jej przeklęta melodia która utkwiła mi w
głowie, czy historia naszego państwa cóż, miałem się tego zaraz
przekonać. Nazywam się Gabriel Blackrose i to jest moja historia...
Kobieta zwróciła jej uwagę wytrącając ją z rytmu tak samo jak
mnie z tego hipnotyzującego transu tej dziwnej melodii... Natomiast
wkurzona dziewczyna mruknęła coś pod nosem, czego niestety nie
dosłyszałem. Keyn przechadzała się powolnym krokiem po sali
tłumacząc nam wartość tej lekcji, najwyraźniej była zbyt mało
ważna ponieważ mnie nie interesowała. Miałem ochotę powiedzieć
Kate że wychodzimy ale nie mogłem opuścić lekcji od tak sobie...
Dlaczego ona... Cóż powiedzmy jest bardzo ważna i potrzebujemy
jej, mówiąc MY chodzi mi o nasz zakon do którego należę. Tak jak
już mówiłem jest nam potrzebna a mi przypadł przykry obowiązek
chronienia jej. Dzwonek... tak moje zbawienie. Teraz trzeba znaleźć
Kate... zaraz gdzie ona jest? Zgubiłem ją. Cholera!
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek,
wypadłam z klasy. Byłam porządnie wkurzona. Lekko mówiąc.
Zbiegłam po schodach, prosto do szatni. Otworzyłam szybko szafkę
po czym chwyciła, szary płaszcz i wybiegłam ze szkoły. Chrzanić
lekcje.
W biegu założyłam go na siebie i
zarzuciłam torbę na ramię.
Zamknęłam oczy, powoli przypominając
sobie twarz Gabriela Blackrose. Ten chłopak był dziwny, ciągle za
mną łaził, co powoli zaczynało doprowadzać mnie do szewskiej
pasji. Jednak... było coś w nim. Coś dziwnego co mnie do niego
przyciągało. Do jego magnetycznych szarych i czujnych oczu...
Weszłam na mały mostek, przystanęłam
powoli i spojrzałam w dół. Woda powoli płynęła, delikatnie
chlupocząc, mały górski strumyk w jeszcze mniejszej wiosce, w
górach. Niegdyś miałam wszystko, a ta mieścina była tym co
kochałam, miałam cudownych rodziców, siostrę... wszystko.
Teraz... teraz nie miałam nic. Wszystko straciłam.
Pamiętałam ten dzień jak przez
mgłę... gdy wróciłam do domu, znalazłam ich martwych. Na samo
wspomnienie zadrżałam. Dziś mijało pól roku. Od tamtej pory w
moim otoczeniu działy się dziwne rzeczy wciąż miałam wrażenie
że ktoś mnie obserwuje.
Mam znalazłem ją, dlaczego uciekła
z lekcji? No nic trudno mus to mus idę... Nie musiałem się zbytnio
śpieszyć wiedziałem gdzie idzie dziewczyna dużo przeżyła
wspomnienia same się nie wymarzą z naszej pamięci. Stary mostek
był jednym z ulubionych jej miejsc, często przesiaduję w tym
podobnych ostojach z dala od ludzi cywilizacji a ja jak debil chodzę
za nią... Trzymam się z daleka byle by mnie nie zauważyła, czułem
się najzwyczajniej jak jakiś podglądacz, zabierający jej całą
prywatność.
Mój czarny płaszcz dobrze chronił
mnie przed zacinającym wiatrem z gór, nie lubiłem śniegu ani
zimna a tutaj było go pełno no jeszcze nie teraz lecz nie długo
powinien spaść...
Po chwili podniosłam wzrok. Stał
tam, patrzył się na mnie z lekko przekrzywioną głową. Ruszyłam
w jego stronę
- Czego ty ode mnie do cholery chcesz?
Łazisz za mną cały czas... odchrzań się - warknęłam stając na
przeciw niemu. Byłam niemal o półtorej głowy od niego niższa...
Przestraszony cofnąłem się o krok
- Ja nic byłem się przejść... nie
jest ci zimno? - Spytałem spoglądając się na nią spod grzywki
która akurat spadła mi na oczy...
Zadrżałam znowu miałam ochotę
zakląć. Jego ciemna grzywka spadła mu na oczy. Musiałam oprzeć
się dziwnej pokusie podejścia do niego i odgarnięcia ich z jego
czoła. Wtedy Gabriel zrobił coś czego się nie spodziewałam.
Zdjął płaszcz i narzucił mi go na plecy...
- Co ty wyprawiasz Blackrose?
- Jest ci zimno trzęsiesz się cała,
a mi wystarczy tylko sweter... Przyjmij to jako przyjacielski gest z
mojej strony. - Tak naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiłem może
przez te cholerne zimno mózg mi zamarzł, chociaż raz zrobiłem coś
wbrew zasad... A pierwsza zasada mówi nie przejmujemy się innymi...
Przyjęłam ją, i mocniej się
opatuliłam jego kurtką... pachniała tak cudownie.. tak
mrocznie... Odurzona jego zapachem podniosłam głowę i wsadziłam
ręce do kieszeni. Chłopak miał, ciemne włosy... miałam ochotę
zanurzyć w nich swoje palce. Wydatne kości policzkowe i te słodkie
dołeczki kiedy uśmiechał się tak jak teraz... Cholera Ryan weź
się w garść, przed chwilą byłaś wściekła na tego gościa...
Nagle przypomniałam sobie powód mojej złości.
- I dziwnym zbiegiem okoliczności
jesteś na spacerze teraz... podczas naszych lekcji. I pod moim
domem. Pod moją pracą – zaczęłam pracować zaraz po śmierci
rodziców, nie miałam z czego zapłacić rachunków, w przeddzień
ich śmierci skończyłam osiemnaście lat... usamodzielniłam się
ale wciąż czułam ten nieznośny ból, gdy myślałam o moim
poprzednim życiu.
- Cóż najwyraźniej moja trasa jest
podobna do twojej, jeśli mam sobie iść to powiedz nie obrażę
się. - Dziewczyna jest harda pomimo tego co przeszła trzyma się
dobrze, jeśli miałoby się jej coś stać najpierw spotka się to
coś ze mną... Dziwnie to zabrzmiało eh... cholera trzeba coś
powiedzieć. - Jesteś blada, choć odprowadzę cię do domu... Nie
wybaczyłbym sobie jeśli coś by ci się stało... - Ostatnie słowa
wypowiedziałem tak cicho że ledwo nawet ja je usłyszałem było w
nich coś na znak smutku i zrozumienia jej postawy i także mojego
podłego nastroju.
Zamiast powiedzieć cokolwiek
patrzyłam się na niego z wyraźnym otępieniem. Od tak dawna nikt
się o mnie nie troszczył... Spuściłam wzrok i dałam się ująć
pod ramię.
Schodziliśmy razem z góry nie wiem
dlaczego nie odzywaliśmy się do siebie przez dłuższy czas aż w
końcu nie wytrzymałem i powiedziałem coś głupiego - Dlaczego
chodzisz w ciągle zamyślona i smutna rozumiem po stracie rodziców
trudno się pozbierać... ja... ja... swoich nawet nie znałem... -
Nie wiem dlaczego ale mocniej przytuliłem ją do siebie po czym
zamilkłem...
Przyciągnął mnie do siebie i objął
ramionami. On wiedział co czułam... Wiedział. Poczułam jak
wszelkie bariery, które wznosiłam od wypadku znikają. Gorzkie łzy
pociekły mi po policzku, poczułam jak mocniej mnie do siebie
przygarnia.
- To było tak... tak dawno a wciąż...
wciąż tak bardzo boli – załkałam w jego ramię.
Te słowa chyba go otrzeźwiły, bo
natychmiast zaklął i odepchnął mnie delikatnie na długość
wyciągniętej ręki. Warknął coś o tym że musimy iść. Poczułam
się jakby ktoś mnie spoliczkował.
Czas się otrząsnąć chłopie co ty
wyprawiasz nie możesz się spoufalać z osobą którą chronisz.
Chyba za ostro ją potraktowałem przez resztę czasu miałem wyrzuty
sumienia jedyne co udało mi się wydusić to marne przeprosiny które
nie zabrzmiały jak przeprosiny...
- Weź się w garść chyba nie chcesz
abym utopił się w twoich łzach, rozumiem jest ci ciężko ale
trzeba sobie jakoś radzić – po czym dodałem po chwili –
zapraszam cię do mnie na gorącą herbatę lub kawę obojętnie...
- Wybacz nie mam, teraz ani ochoty ani
czasu na to. Zresztą nie mam ochoty żebyś się utopił w moich
łzach – sarknęłam – oh, patrz cóż za szkoda właśnie
doszliśmy do mojego domu.
Odeszłam otwierając drzwi kluczem i
zatrzaskując bramę mu przed nosem. Stał jak sparaliżowany przez
chwilę. Kiedy wchodziłam wściekła do domu. Obdarzyłam go
ostatnim spojrzeniem szepcząc jedno słowo:
- Dupek.
Następna jeszcze w tym roku! :)
Hmm bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńFajny styl, czcionka.
Fajny jest Gabriel choć Kate też nic nie brakuje
Czekam na kolejny rozdział . :)
Szalona37
Dziękujemy, to nasz pierwszy blog :) Zapraszam do czytania, zaobserwowania i komentowania pozostałych rozdziałów ~Kala
UsuńFajne *.*
OdpowiedzUsuńCieszę sie że ci się podoba ^^
UsuńPs. Następne rozdzialiki już są ;) ~Kala
Super :3 Ale moją opinię już znacie ;) ~E
OdpowiedzUsuńA więc tak. Czasem może się wszystko poplątać, bo przeskakujecie z dziewczyny do chłopaka, więc czasem podczas czytania zdarzyło mi sie coś pokręcić. Nwm, czy to jest lepszy pomysł, ale czytając pierwszy rozdział od razu skojarzył mi się z blogiem http://aniolyciemnosci.blogspot.com/ Tam autorka pisze jako chłopak i dziewczyna. Co rozdział zmieniają sie postacie. Mam wrażenie, że to by było ważniejsze, ale to wasze zdanie się liczy. Oprócz tego jakieś małe błędy. O, i mam pytanie - Czy jest takie słowo jak "sarknęłam"? Może, bo nie widzę błędu, ale dziwnie mi to brzmi, jakby nie mogło być "powiedziałam z sarkazmem". A tak to - bosko, świetnie, wspaniale. Spróbuję zajrzeć jutro i przeczytać resztę rozdziałów.
OdpowiedzUsuńJest takie słowo jak sarknęłam ;D co do bloga o którym mówiłaś nie znam :P Podział na Kate i Gabriela powstał ze względu na to że ciężko się pisze kawałki wspólnie kiedy zna się tylko przez internet. Aczkolwiek dziękujemy za zwrócenie naszej uwagi na to że poszczególne notki do postaci mogą się mieszać i zlewać w jedno. W kolejnych rozdziałach postaramy się pokazać wam wyraźną granicę między perspektywą Kate a Gabriela.
UsuńPs. Cieszę się że ci się podoba :) ~Kala i Gabriel