poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział I


Siedziałam w szkolnej ławce, wystukując energicznie jakąś melodie która utkwiła mi w pamięci. Rozejrzałam się po klasie. Gruba i stara jak świat pani Keyn (jaka oryginalność) siedziała na biurku. Cudem się pod nią nie zawaliło. Keyn miała z osiemdziesiąt lat i uczyła historii. Nic bardziej jej nie fascynowało jak opowiadanie, tym swoim sennym i monotonnym głosem, o dziejach naszego kraju. Lubiłam historie do puki nie natrafiłam na nią. To była nienawiść od pierwszego spojrzenia.
- Czy była by pani tak uprzejma panno Ryan i zechciała pani odłożyć ten długopis? - tak, tak naprawdę miałam na nazwisko Ryan. A konkretnie nazywałam się Kate Ryan. Świetnie imię i jeszcze lepsze nazwisko... jak dla i tak wystarczającego dziwaka. Od kat tylko pamiętałam nazwano mnie dziwadłem, wytykano palcami. To wszystko z powodu moich oczu. Prawe było brązowe a lewe... szaro niebieskie z wielką kreską brązu otaczającą źrenicę. 


Siedziałem z tyłu środku sali i spoglądałem na nią zza gęstej ściany moich włosów, nauczycielka znowu się jej uczepiła... Czekałem aż Kate, znowu zacznie się z nią kłócić. Zastanawiałem się co mnie bardziej interesowało ona i jej przeklęta melodia która utkwiła mi w głowie, czy historia naszego państwa cóż, miałem się tego zaraz przekonać. Nazywam się Gabriel Blackrose i to jest moja historia... Kobieta zwróciła jej uwagę wytrącając ją z rytmu tak samo jak mnie z tego hipnotyzującego transu tej dziwnej melodii... Natomiast wkurzona dziewczyna mruknęła coś pod nosem, czego niestety nie dosłyszałem. Keyn przechadzała się powolnym krokiem po sali tłumacząc nam wartość tej lekcji, najwyraźniej była zbyt mało ważna ponieważ mnie nie interesowała. Miałem ochotę powiedzieć Kate że wychodzimy ale nie mogłem opuścić lekcji od tak sobie... Dlaczego ona... Cóż powiedzmy jest bardzo ważna i potrzebujemy jej, mówiąc MY chodzi mi o nasz zakon do którego należę. Tak jak już mówiłem jest nam potrzebna a mi przypadł przykry obowiązek chronienia jej. Dzwonek... tak moje zbawienie. Teraz trzeba znaleźć Kate... zaraz gdzie ona jest? Zgubiłem ją. Cholera!


Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek, wypadłam z klasy. Byłam porządnie wkurzona. Lekko mówiąc. Zbiegłam po schodach, prosto do szatni. Otworzyłam szybko szafkę po czym chwyciła, szary płaszcz i wybiegłam ze szkoły. Chrzanić lekcje.
W biegu założyłam go na siebie i zarzuciłam torbę na ramię.
Zamknęłam oczy, powoli przypominając sobie twarz Gabriela Blackrose. Ten chłopak był dziwny, ciągle za mną łaził, co powoli zaczynało doprowadzać mnie do szewskiej pasji. Jednak... było coś w nim. Coś dziwnego co mnie do niego przyciągało. Do jego magnetycznych szarych i czujnych oczu...
Weszłam na mały mostek, przystanęłam powoli i spojrzałam w dół. Woda powoli płynęła, delikatnie chlupocząc, mały górski strumyk w jeszcze mniejszej wiosce, w górach. Niegdyś miałam wszystko, a ta mieścina była tym co kochałam, miałam cudownych rodziców, siostrę... wszystko. Teraz... teraz nie miałam nic. Wszystko straciłam.
Pamiętałam ten dzień jak przez mgłę... gdy wróciłam do domu, znalazłam ich martwych. Na samo wspomnienie zadrżałam. Dziś mijało pól roku. Od tamtej pory w moim otoczeniu działy się dziwne rzeczy wciąż miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje. 


Mam znalazłem ją, dlaczego uciekła z lekcji? No nic trudno mus to mus idę... Nie musiałem się zbytnio śpieszyć wiedziałem gdzie idzie dziewczyna dużo przeżyła wspomnienia same się nie wymarzą z naszej pamięci. Stary mostek był jednym z ulubionych jej miejsc, często przesiaduję w tym podobnych ostojach z dala od ludzi cywilizacji a ja jak debil chodzę za nią... Trzymam się z daleka byle by mnie nie zauważyła, czułem się najzwyczajniej jak jakiś podglądacz, zabierający jej całą prywatność.
Mój czarny płaszcz dobrze chronił mnie przed zacinającym wiatrem z gór, nie lubiłem śniegu ani zimna a tutaj było go pełno no jeszcze nie teraz lecz nie długo powinien spaść... 


Po chwili podniosłam wzrok. Stał tam, patrzył się na mnie z lekko przekrzywioną głową. Ruszyłam w jego stronę
- Czego ty ode mnie do cholery chcesz? Łazisz za mną cały czas... odchrzań się - warknęłam stając na przeciw niemu. Byłam niemal o półtorej głowy od niego niższa... 


Przestraszony cofnąłem się o krok
- Ja nic byłem się przejść... nie jest ci zimno? - Spytałem spoglądając się na nią spod grzywki która akurat spadła mi na oczy...


Zadrżałam znowu miałam ochotę zakląć. Jego ciemna grzywka spadła mu na oczy. Musiałam oprzeć się dziwnej pokusie podejścia do niego i odgarnięcia ich z jego czoła. Wtedy Gabriel zrobił coś czego się nie spodziewałam. Zdjął płaszcz i narzucił mi go na plecy...
- Co ty wyprawiasz Blackrose? 


- Jest ci zimno trzęsiesz się cała, a mi wystarczy tylko sweter... Przyjmij to jako przyjacielski gest z mojej strony. - Tak naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiłem może przez te cholerne zimno mózg mi zamarzł, chociaż raz zrobiłem coś wbrew zasad... A pierwsza zasada mówi nie przejmujemy się innymi...
Przyjęłam ją, i mocniej się opatuliłam jego kurtką... pachniała tak cudownie.. tak mrocznie... Odurzona jego zapachem podniosłam głowę i wsadziłam ręce do kieszeni. Chłopak miał, ciemne włosy... miałam ochotę zanurzyć w nich swoje palce. Wydatne kości policzkowe i te słodkie dołeczki kiedy uśmiechał się tak jak teraz... Cholera Ryan weź się w garść, przed chwilą byłaś wściekła na tego gościa... Nagle przypomniałam sobie powód mojej złości.
- I dziwnym zbiegiem okoliczności jesteś na spacerze teraz... podczas naszych lekcji. I pod moim domem. Pod moją pracą – zaczęłam pracować zaraz po śmierci rodziców, nie miałam z czego zapłacić rachunków, w przeddzień ich śmierci skończyłam osiemnaście lat... usamodzielniłam się ale wciąż czułam ten nieznośny ból, gdy myślałam o moim poprzednim życiu. 


- Cóż najwyraźniej moja trasa jest podobna do twojej, jeśli mam sobie iść to powiedz nie obrażę się. - Dziewczyna jest harda pomimo tego co przeszła trzyma się dobrze, jeśli miałoby się jej coś stać najpierw spotka się to coś ze mną... Dziwnie to zabrzmiało eh... cholera trzeba coś powiedzieć. - Jesteś blada, choć odprowadzę cię do domu... Nie wybaczyłbym sobie jeśli coś by ci się stało... - Ostatnie słowa wypowiedziałem tak cicho że ledwo nawet ja je usłyszałem było w nich coś na znak smutku i zrozumienia jej postawy i także mojego podłego nastroju.


Zamiast powiedzieć cokolwiek patrzyłam się na niego z wyraźnym otępieniem. Od tak dawna nikt się o mnie nie troszczył... Spuściłam wzrok i dałam się ująć pod ramię.


Schodziliśmy razem z góry nie wiem dlaczego nie odzywaliśmy się do siebie przez dłuższy czas aż w końcu nie wytrzymałem i powiedziałem coś głupiego - Dlaczego chodzisz w ciągle zamyślona i smutna rozumiem po stracie rodziców trudno się pozbierać... ja... ja... swoich nawet nie znałem... - Nie wiem dlaczego ale mocniej przytuliłem ją do siebie po czym zamilkłem...


Przyciągnął mnie do siebie i objął ramionami. On wiedział co czułam... Wiedział. Poczułam jak wszelkie bariery, które wznosiłam od wypadku znikają. Gorzkie łzy pociekły mi po policzku, poczułam jak mocniej mnie do siebie przygarnia.
- To było tak... tak dawno a wciąż... wciąż tak bardzo boli – załkałam w jego ramię.
Te słowa chyba go otrzeźwiły, bo natychmiast zaklął i odepchnął mnie delikatnie na długość wyciągniętej ręki. Warknął coś o tym że musimy iść. Poczułam się jakby ktoś mnie spoliczkował. 


Czas się otrząsnąć chłopie co ty wyprawiasz nie możesz się spoufalać z osobą którą chronisz. Chyba za ostro ją potraktowałem przez resztę czasu miałem wyrzuty sumienia jedyne co udało mi się wydusić to marne przeprosiny które nie zabrzmiały jak przeprosiny...
- Weź się w garść chyba nie chcesz abym utopił się w twoich łzach, rozumiem jest ci ciężko ale trzeba sobie jakoś radzić – po czym dodałem po chwili – zapraszam cię do mnie na gorącą herbatę lub kawę obojętnie...


- Wybacz nie mam, teraz ani ochoty ani czasu na to. Zresztą nie mam ochoty żebyś się utopił w moich łzach – sarknęłam – oh, patrz cóż za szkoda właśnie doszliśmy do mojego domu.
Odeszłam otwierając drzwi kluczem i zatrzaskując bramę mu przed nosem. Stał jak sparaliżowany przez chwilę. Kiedy wchodziłam wściekła do domu. Obdarzyłam go ostatnim spojrzeniem szepcząc jedno słowo:
- Dupek.


Następna jeszcze w tym roku! :) 
 

7 komentarzy:

  1. Hmm bardzo mi się podoba.
    Fajny styl, czcionka.
    Fajny jest Gabriel choć Kate też nic nie brakuje
    Czekam na kolejny rozdział . :)

    Szalona37

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, to nasz pierwszy blog :) Zapraszam do czytania, zaobserwowania i komentowania pozostałych rozdziałów ~Kala

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cieszę sie że ci się podoba ^^
      Ps. Następne rozdzialiki już są ;) ~Kala

      Usuń
  3. Super :3 Ale moją opinię już znacie ;) ~E

    OdpowiedzUsuń
  4. A więc tak. Czasem może się wszystko poplątać, bo przeskakujecie z dziewczyny do chłopaka, więc czasem podczas czytania zdarzyło mi sie coś pokręcić. Nwm, czy to jest lepszy pomysł, ale czytając pierwszy rozdział od razu skojarzył mi się z blogiem http://aniolyciemnosci.blogspot.com/ Tam autorka pisze jako chłopak i dziewczyna. Co rozdział zmieniają sie postacie. Mam wrażenie, że to by było ważniejsze, ale to wasze zdanie się liczy. Oprócz tego jakieś małe błędy. O, i mam pytanie - Czy jest takie słowo jak "sarknęłam"? Może, bo nie widzę błędu, ale dziwnie mi to brzmi, jakby nie mogło być "powiedziałam z sarkazmem". A tak to - bosko, świetnie, wspaniale. Spróbuję zajrzeć jutro i przeczytać resztę rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest takie słowo jak sarknęłam ;D co do bloga o którym mówiłaś nie znam :P Podział na Kate i Gabriela powstał ze względu na to że ciężko się pisze kawałki wspólnie kiedy zna się tylko przez internet. Aczkolwiek dziękujemy za zwrócenie naszej uwagi na to że poszczególne notki do postaci mogą się mieszać i zlewać w jedno. W kolejnych rozdziałach postaramy się pokazać wam wyraźną granicę między perspektywą Kate a Gabriela.
      Ps. Cieszę się że ci się podoba :) ~Kala i Gabriel

      Usuń